|
20.03.1996 - 30.01.2007
BIGA
z Zadziornego Gangu

rodowód
|
BIGA wcale nie miała u nas zostać, urodziła się w pierwszym miocie Psotki, a
w tym czasie mieszkaliśmy w bloku, na 12 piętrze. No, ale ona postanowiła
zamieszkać u nas na zawsze: wszystkie szczenięta spały w kojcu, a Biga
zawsze wychodziła i przytulała się do pańcia! No i jak pańcio miał ją
sprzedać?! Więc została i nie żałowaliśmy tego nigdy.
W przeciwieństwie do swojej mamy uwielbiała gości: przecież każdy gość to
następne ręce do głaskania i następne kolana, na których można się położyć.
No, oczywiście, gość może wejść tylko za pozwoleniem pani, ale potem już
należy do Bigi.... Mamą Biga była wspaniałą; kiedyś nawet mało nie
doprowadziła mnie do zawału z tego powodu! Kojec ze szczeniętami był
ustawiony w naszej sypialni - a maluchy miały ok.1 tygodnia - i zgasło w
piecu. Nas nie było w domu zrobiło się dość chłodno. Kiedy wróciłam,
pierwsze co zrobiłam, to zajrzałam do kojca - był pusty !!!!! Maluchy i ich
mama wyparowały! Co się okazało? Wszystkie oseski leżały w moim cieplutkim
łóżku pod kołderką...
Bigusia nigdy się nie zdenerwowała - jeden, jedyny raz widziałam ją z zębami
na wierzchu i sierścią w pionie - przyszedł pewien pan naprawić lodówkę. To,
że przyszedł, to pół biedy, w końcu gość jak każdy inny. Ale zrobił wg Bigi
rzecz niewybaczalną - chwycił lodówkę i chciał ją zabrać! Lodówkę! A
przecież wiadomo, że lodówka to podstawa bytu psa, pies może "ogłuchnąć" na
każde wołanie, ale jak się otwiera lodówkę, to zawsze melduje się tuż przy
drzwiach. I najlepiej jakby można było od razu wetknąć nos do środka.
Bigusia nie wytrzymała profanacji i to był jedyny raz, kiedy widziałam ją
naprawdę mocno rozgniewaną.
Biguchno - byłaś z nami prawie 11 lat, zawsze wesoła, zawsze pogodna,
niekonfliktowa. Odeszłaś na moich rękach, serce boli, ale przynajmniej już
nie cierpisz. Biegaj sobie za tęczowym mostem zdrowa, silna i radosna jak
dawniej. Dziękuję ci za te wszystkie, cudowne lata.... |
|
22.04.1994 - 15.09.2008
JOGA - PSOTKA z Głębi Kortu
imię domowe :
PSOTKA

rodowód |
Psota była naszym pierwszym psem, z którym zaczęliśmy przygodę z wystawami:
wciągnęło nas to chyba na zawsze. Przyjechała da nas w czerwcu 1994 roku,
kiedy to mój Maciek miał niecałe 3 lata, a Michał ponad 9. Michał
traktowała właściwie jak każdego dorosłego członka stada, Maciek był dla
niej "szczeniakiem" - sama jeszcze smarkata, pilnowała go na każdym kroku.
Mowy nie było by na spacerze dziecko odeszło ode mnie - wg niej - za daleko:
głuchła na wszelkie moje wołania, ona pilnowała dziecka. Zasypiali razem,
bawili się razem, nie odstępowała go na krok, do czasu aż sama została mamą,
a Maciek miał 5 lat.
Jej charakter był typowy dla pinczera średniego ; " ja, owszem, toleruję
gości, skoro pani was wpuściła, ale proszę się zanadto nie spoufalać ".
Nigdy nikogo nie zaczepiała i unikała zaczepiania przez innych. Jedyny wyjątek
stanowią koty, ale to dlatego, że we wczesnej młodości spotkała dziką kotkę,
która miała młode - skończyło się celnym i mocnym pacnięciem w nos, no i na
zawsze pozostał potworny uraz do kotów. Ale poza tym była cudowna, bardzo
zrównoważona, posłuszna, a jednocześnie potrafiła się bawić jak rozbrykany
szczeniak. Pamiętam jak urodziła się u nas BIGA i została, Psota uczyła ją
wszystkiego, kopać dziury, przynosić patyki, a nawet nas słuchać!!
Wystarczyło, że dwa razy zawołałam Bigę i ona nie przyszła, to Psota
podbiegała do nie i szarpała za kark: mała bardzo szybko załapała, że
nieposłuszeństwo wobec nas raczej jej się nie opłaca...
Przeżyła swoją córkę Bigę o 20 miesięcy, nawet jak już mocno chorowała,
zawsze wyszła się przywitać i podstawiała łepetynę do głaskania. Ciężko nam
bez niej szczególnie dlatego, że była z nami pierwsza i to przez ponad 14
lat. Dała nam wiele radości, nauczyła wiele i pozostawiła po sobie
niezatarte wspomnienia. Żegnaj, Psotko... |